Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Ewa T. i ludzkie zachowania

Nad Wartą znaleziono zwłoki młodej kobiety, prawdopodobnie poszukiwanej od miesięcy Ewy Tylman. O sprawie piszą media w całej Polsce.

W Bobrku koło Oświęcimia znaleziono zwłoki zaginionej kobiety w tym samym wieku. Poza lokalnymi mediami nie napisał o tym nikt. Dzień, dwa i cisza. Bo nie miała bogatych, wpływowych rodziców, była zwykłą pracującą kobietą.

Ale nie o tym chciałem napisać. Zbulwersowały mnie zachowania towarzyszące odnalezieniu zwłok Ewy Tylman.

Pierwsza sprawa to zachowanie człowieka, który odnalazł zwłoki. Powiadomił wprawdzie stosowne służby, ale jak można przeczytać w mediach, zrobił również zdjęcia zwłok na własny użytek, z myślą o zarobku. Planował sprzedać zdjęcia mediom.  Media nie przyjęły oferty i powiadomiły policję. Myślicie jednak, że media nie przyjęły oferty ze względu na etykę? Moim zdaniem nie. Przy różnych serwisach informacyjnych zamieszcza się przecież dobrze widoczne banery z zachętami do wysyłania zdjęć ze zdarzeń na adres mailowy. Problem leży w czym innym – czytelnicy chętnie przysyłają materiały, lecz media wykorzystują je za darmo, a czytelnik nie ma z tego nic, poza wymienieniem jego nazwiska jako autora, a także podziwem kolegów (bo przecież jego materiał był w telewizji), a media zarabiają na reklamach.  Jednak tym razem znalazca wiedział, jak wygląda cały mechanizm i też postanowił coś z tego mieć.  Oczywiście pewnie wielu czytelników zgani mnie za teorie spiskowe, lecz znam dziennikarzy z własnego doświadczenia i ostatnią rzeczą, o jaką podejrzewałbym hieny, jest przyzwoitość.

Wróćmy do zachowania mężczyzny. Dla mnie próba zarobku w taki sposób to karygodne zachowanie. Dla wielu będzie to jednak zaradność i zapewne zrobiliby tak samo. W końcu pieniądz ponad wszystko – w życiu to przepis na sukces. Po prostu nie wyobrażam sobie, jak nisko można upaść, aby dopuścić się czegoś takiego. Odnoszę natomiast wrażenie, iż obecnie wszystko postrzega się przez pryzmat popularności, pieniędzy i potencjalnego zysku. Z jednej strony jestem frajerem, z drugiej nie tracę własnej godności.

Druga sprawa to uchwycone na monitoringu zachowanie osób przewożących zwłoki do prosektorium. Skomplikowane umowy cywilno-prawne nie pozwalają mi napisać wprost, iż były to osoby związane z zakładem pogrzebowym, bo naraziłbym się wtedy na proces. Nazwijmy ich więc podwykonawcami. Podwykonawcy odbierają zwłoki do transportu i robią zdjęcia zwłok, albo nawet selfie na tle zwłok. Po co? Nie, nie dla pieniędzy. Po to, aby pochwalić się kolegom, wrzucić zdjęcia na portale społecznościowe, pokazać wszystkim, jak znaleźli się w środku wydarzeń związanych ze słynnym, tajemniczym zaginięciem. Co będą z tego mieli? Setki, jeśli nie tysiące lajków na Facebooku, nowe zaproszenia do znajomych, pochwalne komentarze. Będą gwiazdami. Gwiazdami wśród młodych, przebojowych ludzi sukcesu. Gwiazdami przez dzień lub dwa, bo potem wszyscy o tym zapomną i będzie trzeba szukać nowej sensacji.

Liczba lajków i znajomych na portalach społecznościowych nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Przeraża mnie jednak pęd do popularności, przeraża mnie to, do czego zdolni są ludzie dla polubień i popularności, a lektura komentarzy przy wielu postach pokazuje głupotę ludzką oraz układy i układziki. 

Ale spójrzmy na strony, które prowadzę. Dla potencjalnych sponsorów i partnerów liczy się właśnie liczba fanów, liczba polubień przy postach, zasięg, który mogę wygenerować. A oczekiwaniom tym najlepiej sprostać publikując tanią sensację. Bo świetnie się sprzedaje. Jeśli chcę utrzymać jakiś wyższy poziom, nie zdobędę fanów i lajków, więc nie mam szans na współpracę i rozwój.

Portale społecznościowe to ciekawa rzecz chociażby przy poszukiwaniu dziewczyny. Widzę bardzo ładną dziewczynę, wygląda na porządną, nie pije, nie pali, nie należy do blachar. Wchodzę na jej konto na Facebooku – tragedia. Od razu widać, że mam do czynienia z „pustakiem”. 

Cóż, sam nie wiem, czy nie lepiej być uważanym za psychola, debila i nieudacznika niż walczyć o popularność, wyznawać wartości promowane przez media oraz zachowywać się jak przysłowiowa głupia owca prowadzona na rzeź. Bycie psycholem i debilem ma jednak istotną wadę – jesteś samotny, nie odniesiesz sukcesu komercyjnego, czujesz się niezrozumiany i niedoceniany przez otoczenie, a to już wystarczający pretekst do zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym. W teorii psychiatrii to zawsze grupa ma rację, a jednostka niepasująca do otoczenia jest osobą chorą psychicznie.