Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Znajomi na portalach społecznościowych

Portale i sieci społecznościowe stały się nieodłączną częścią życia zdecydowanej większości ludzi. O wszystkim dowiadujemy się bardzo szybko, jeszcze szybciej to przekazujemy dalej i jeszcze szybciej zapominamy, goniąc za następną sensacją.

Przyznam szczerze, że patrząc na liczbę swoich znajomych na Facebooku zastanawiam się, co jest ze mną nie tak. Rówieśnicy mają zwykle ponad 500 znajomych, ja mam kilkunastu, przy czym nie przyjmuję zaproszeń od osób, których nie znam przynajmniej z widzenia. W życiu osobistym zresztą znajomych mam równie mało i będzie ich jeszcze mniej.

Liczba znajomych, liczba polubień i udostępnień naszych postów stała się wyznacznikiem wartości człowieka. Ludzie posuwają się do coraz głupszych rzeczy, aby zaistnieć w internecie. Granica przesuwa się coraz bardziej. Byle tylko być popularnym, dostawać polubienia, mieć coraz więcej znajomych. A usunięcie ze znajomych – to dla młodzieży najdotkliwsza kara.

Dla mnie to nie ma żadnej wartości, ale na przykład na rynku blogów, showbiznesu, czy w przypadku wolnych zawodów to decyduje o sukcesie. Tylko na to patrzą potencjalni partnerzy. Ilu masz fanów, do ilu osób dotrze twój post i ile osób go polubi. Nie liczy się twoja wiedza, nie liczy się wartość merytoryczna, liczą się znajomości. Jak w rzeczywistym życiu.

Jeśli chcesz mieć jak najwięcej fanów, musisz być modnie ubrany, uśmiechać się na zdjęciach, pisać zgodnie z panującą modą, być wzorowym konsumentem – człowiekiem, którego na wszystko stać i który nie ma żadnych słabości. W innym przypadku fani odejdą. Nie możesz być niezadowolony, nie możesz narzekać. Musisz pokazywać iluzję życia.A najwięcej fanów będą miały osoby wypromowane przez media, one też wygenerują najwięcej „lajków”.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie tak łatwo nabierają się na pozory i ulegają manipulacji. Śmieją się z filmików, które tak naprawdę często są wyreżyserowane, czyli „przypadkowi przechodnie” nie są przypadkowi, a pomysł na film bywa kopią pomysłu kogoś innego. Jeżeli ktoś napisze, iż to wyreżyserowany film, wtedy tłum rzuca się na niego z wyzwiskami. Ludzie chcą wierzyć w kłamstwa, chcą żyć w świecie iluzji.

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego dla ludzi tak ważne są polubienia. Podczas transmisji sportowych często widzę puste lalunie idące na mecz piłkarski tylko po to, aby zrobić sobie selfie, wrzucić na portale społecznościowe i szpanować przed znajomymi. Pewnie nawet nie wiedzą, jakie drużyny grają, a na wynik i strzelców bramek nawet nie zwrócą uwagi. No, może jedynie kiedy będzie można zrobić sobie selfie z jakimś gwiazdorem. W końcu selfie z gwiazdorem to podziw wśród rówieśników, nowe polubienia oraz nowi znajomi. 

Obowiązkowo selfie na siłowni, podczas biegu, podczas podróży – w podróży w najpopularniejszych miastach, przy najpopularniejszych atrakcjach i w najmodniejszych lokalach lub sklepach. Tylko tak zaimponujemy rówieśnikom. Rówieśnikom nastawionym na komercję, konsumpcję, wyścig szczurów.

A co, kiedy przyjdzie jakieś nieszczęście lub poważna choroba? Tracimy fanów, słyszymy wyzwiska, choćbyśmy mieli tysiące znajomych, to wśród nich nie znajdzie się nikt, kto pomógłby. Oni znajdą sobie innego idola. My odejdziemy w zapomnienie. Tak się dzisiejszy świat kręci. Kiedy to wariactwo się skończy?

Dla mnie sieci społecznościowe są przydatnym narzędziem, ale jednocześnie pokazują obłudę panującą w społeczeństwie. Kupowanie fanów, wzajemne „lajkowanie”, chamstwo, układy. Nie przywiązuję wagi do liczby fanów i znajomych, dlatego nie potrafię pogodzić się z tym, iż wiele lat mojej ciężkiej pracy jest warte mniej niż na przykład jedno selfie celebrytki. Jeśli celebrytka zrobi sobie sobie selfie w modnym hotelu, opublikuje to zdjęcie na Facebooku i Instagramie, zarobi kilka tysięcy złotych. Za jedno zdjęcie. Głupota? Nie, współczesny świat młodych, zdolnych i wykształconych.

Instagram z kolei to dla mnie świetne, bezpłatne narzędzie do podstawowej obróbki zdjęć (kolory, kontrast itp.). Ale moje zdjęcia giną w tłumie bezwartościowych selfie. Poza tym na Instagramie jest spora grupa osób, które zaczną obserwować czyjś profil, czekając na to, aby obserwowany zaczął obserwować ich profil. Kiedy on w rewanżu zacznie obserwować ich profil, oni przestaną obserwować jego profil. Na Instagramie zarobią ci, którzy będą mieli wielokrotnie więcej obserwujących niż sami będą obserwować.

Jak to więc mówią, wszystko jest dla ludzi, tylko z umiarem. Moim zdaniem w przypadku portali społecznościowych umiar już został przekroczony. Do czego to doprowadzi? Padnie Facebook, padnie Instagram, powstaną nowe portale.