Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Booking.com w praktyce

Szczęście rzadko mi dopisuje, ale czasami nawet takiemu pechowcowi jak ja coś się uda. Udało mi się upolować śmiesznie tanie bilety autobusowe do Budapesztu.  Co więcej, trafiłem na bilet tam i z powrotem.

Pozostała kwestia noclegów. Miasto słynie z turystyki alkoholowej. W planie miałem intensywne zwiedzanie, a staruszek w moim wieku  chce od życia czegoś więcej niż nocowanie w hostelach z nawalonymi imprezowiczami, więc trzeba było poszukać jakiegoś przyzwoitego hotelu w niewygórowanej cenie.

Portali rezerwacyjnych jest mnóstwo, z przyzwyczajenia korzystam z booking.com. Jak zauważyłem, czasami można natrafić na świetne promocje. Postanowiłem więc zarejestrować się i wypróbować portal w praktyce. Brałem pod uwagę pokoje jednoosobowe z łazienką i śniadaniem w Budapeszcie w cenie do 100 zł za noc. Ze względu na termin przejazdów musiałem wykupić dwie noce.

Lektura ofert na pierwszy rzut oka zachwyca. Biorę pierwszy hotel trzygwiazdkowy. Pokój jednoosobowy przeceniony z 240 zł za noc na 80 zł. Wszystko idzie sprawnie, aż tu nagle muszę podać numer karty kredytowej. Nie mam takiej karty, więc hotel odpada.

Później zauważam, że muszę wybierać spośród ofert, w których karta kredytowa nie jest wymagana. Zauważam piękny (na zdjęciach) apartament w pobliżu jednego z głównych dworców kolejowych. Opinie świetne, cena niska. Klikam, rezerwuję, a po rezerwacji wyskakuje mi dodatkowa opłata za sprzątanie w wysokości 16 euro + podatki miejskie. O opłacie za sprzątanie nie było mowy, dlatego odwołuję rezerwację. Na szczęście bezpłatnie, bo gdybym zwlekał z odwołaniem rezerwacji, to następnego dnia odwołanie rezerwacji kosztowałoby mnie 26 euro. Jak później wyczytałem w kilku opiniach, ludzie nie doczytali o dodatkowej opłacie za sprzątanie nawet po przeprowadzeniu rezerwacji i byli mocno zirytowani.

Przeglądam kolejne oferty – głównie apartamenty. Jeden przeceniony z 1367 zł za noc na 70 zł za noc. Patrzę na ofertę – jak coś takiego mogłoby tyle kosztować? Ewidentne kłamstwo.

W końcu zauważyłem świetny hotel na peryferiach miasta, ale położony blisko terminalu przesiadkowego komunikacji miejskiej i pociągów wszystkich kategorii, dzięki czemu na bilecie całodobowym mógłbym łatwo dojechać do centrum. Na booking.com cena 85 złotych bez śniadania za noc, na stronie hotelu widnieje cena 36 euro za noc ze śniadaniem. Nie mam karty kredytowej i nie mogę rezerwować przez booking.

W akcie desperacji piszę bezpośrednio do hotelu z zapytaniem, czy nie mają jakichś ofert specjalnych i zniżek. Odpowiedź otrzymuję po 5 minutach. Pokój jednoosobowy z łazienką i śniadaniem mogą mi zarezerwować za niecałe 80 złotych, czyli jeszcze taniej. Jak na stolicę to świetna cena, nocleg w najlepszym upatrzonym przeze mnie hotelu, w pokoju czteroosobowym z łazienką i ze śniadaniem kosztowałby mnie 70 złotych za noc. Warto więc dopłacić.

Jak widać, booking.com okazał się pomocny, ale najlepszym wyjściem okazał się mail bezpośrednio do hotelu z pytaniem o oferty specjalne i zniżki. Wcześniej pisałem do innych hoteli w mniejszych miejscowościach, ale tam ceny okazywały się jeszcze wyższe niż na booking.com.

Przeglądałem również oferty na słynnym portalu Airbnb. I muszę powiedzieć, że byłem bardzo zawiedziony – ceny wysokie, często wyższe niż w hotelach, warunki słabe – najczęściej pokój z łazienką wspólną na całe mieszkanie. A to wszystko często w ramach niezarejestrowanej działalności gospodarczej, czyli gospodarz nie odprowadza podatków i składek za wynajem pokoi, czyli mamy do czynienia z nieuczciwą  konkurencją. Ale cóż, wśród podróżników z niewiadomych względów Airbnb jest bardzo modnym portalem.

Co do wycieczki – na koniec nie pojechałem, bowiem rozchorowałem się w dniu wyjazdu. I to pomimo tego, że brałem naturalną witaminę C, piłem miód, zrezygnowałem z wielu czynności, aby się nie przeziębić, bo byłem świadomy swojego niewiarygodnego pecha. Tydzień planów, świetnie przygotowana wycieczka, kupione forinty, wykupione ubezpieczenie, zarezerwowany nocleg i wymarzona pogoda – a tu choroba. Niestety, mam w życiu niewiarygodnego pecha i po prostu nic mi się nie udaje. Również każda podróż zaplanowana choćby z tygodniowym wyprzedzeniem kończy się chorobą lub odwołaniem wyjazdu przez przewoźnika. 

„Urodziłeś się śmieciem, śmieciem umrzesz – przeznaczenia nie da się oszukać” – moja złota myśl i motto życiowe najlepiej ilustruje mojego pecha życiowego.