Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Oświęcimska Budowlanka okiem absolwenta

W Oświęcimiu trwa dyskusja o zasadności likwidacji Powiatowego Zespołu nr 5 Szkół Budowlanych. Niestety, mam wątpliwy zaszczyt być absolwentem tej patologicznej placówki i nie przegapię okazji, aby opisać, jak wyglądała tam „nauka”.

„Budowlanki” w całym kraju cieszą się fatalną opinią. To zwykle szkoły, do których idzie tak zwana „trudna młodzież”. W oświęcimskiej „Budowlance” jednak największym problemem nie była trudna młodzież, a sportowcy-bandyci i lizusostwo oraz niezrównoważeni psychicznie narkomani (wtedy nie było dopalaczy).

Ja nie należałem do osiłków, a w szkole podstawowej byłem najgorszym uczniem w klasie i nikt nie dawał mi szans nawet na ukończenie szkoły zawodowej. Moja decyzja o pójściu do technikum wywoływała szok i niedowierzanie. Mimo to złożyłem podanie do technikum telekomunikacyjnego, dostałem się, a potem wziąłem się do roboty i przez cztery i pół roku szło całkiem dobrze. Moją piętą achillesową była matematyka, która mocno zaniżała średnią. Z przedmiotów humanistycznych radziłem sobie natomiast bardzo dobrze.

Zawód technika telekomunikacji w 1998 roku wydawał się bardzo atrakcyjny, a praca wydawała się czekać na absolwentów. Nie było jeszcze telefonów komórkowych, o internecie człowiek coś tam przeczytał  w gazetach, a w domu śmigała stara Amiga 500.

W moich czasach technikum trwało 5 lat i kończyło się „starą maturą”. W klasie były 34 osoby. Na pierwszym roku odpadły dwie, później jeszcze jedna i z całej klasy szkołę ukończyło 31 osób.

Kiedy chodziłem do szkoły, wydawało się, że poziom jest wysoki lub przynajmniej przyzwoity. Dopiero konfrontacja na studiach z osobami z innych szkół pokazała, jak żenujący poziom był w tej szkole, szczególnie jeśli chodzi o języki obce. I nie mówię tu tylko o liceach, gdyż nawet osoby z techników mechanicznych lub budowlanych z innych miast znały język angielski znacznie lepiej niż ja. Cóż, nie słuchałem ostrzeżeń anglistki z innej szkoły, że podręcznik, który w technikum przerabiamy przez 5 lat, w innych szkołach przerabia się w ciągu roku.

Przedmioty zawodowe to całkowita strata czasu. Uczyliśmy się z podręczników sprzed 40 lat, kiedy pojawiały się pierwsze telefony komórkowe (tzw. „cegły”), zmieniały się centrale oraz internet wchodził pod dachy (łącze „modemowe”). Powszechne były natomiast budki telefoniczne na kartę. Z jednym kumplem znaliśmy sztuczki, o których nikt w żadnej szkole nie uczył.

Jak wyglądała nauka niektórych przedmiotów:

  • język polski

Uczyła nas młoda cizia, na nieszczęście wychowawczyni. Dyktowała z repetytorium dla nauczycieli, nie wymagała zbyt dużo i pewnie gdybym nie studiował slawistyki oraz polonistyki dla cudzoziemców, nigdy nie dowiedziałbym się, jak słabą polonistką była. Za to miała za sobą niemal całą męską część klasy, zachowującą się na jej widok jak psy na widok suki mającej cieczkę. I to przez pięć lat. Jak to wygląda w praktyce, można zobaczyć w teledysku do piosenki Aerosmith – Living On The Edge. Tam wprawdzie jest facet przebrany za babę, ale reakcje „uczniów” są takie same.

  • język angielski

Przez 5 lat mieliśmy cztery nauczycielki i przez ten czas przerobiliśmy następujące tematy: Present Simple, Present Continuous, Past Simple oraz Present Perfect. Czy naprawdę potrzebny jest komentarz? Później na studiach nie byłem w stanie nadrobić zaległości.

  • matematyka

Jak na debila przystało, matematyki nienawidzę. Nauczycielowi nie można nic odmówić, jeśli chodzi o wiedzę, lecz odzywki typu „ty ciemniaku”, „ty ofermo”, „ty pajacu” albo „ty chory jesteś, czy nienormalny?” na pewno nie motywują do nauki. Co do mnie – inna matematyczka stwierdziła, że przez 37 lat swojej pracy w tej szkole tak słabego ucznia jak ja nie widziała. Możecie wierzyć lub nie, ale byli słabsi. I zdali maturę pisemną z matematyki. Pamiętajcie, że chodzi o najgorszą szkołę średnią w mieście.

  • historia

Nauka według schematu – daty, postacie i wydarzenia. Wkuwanie na blachę. Tyle. Przez 3 lata. Historyk był bardzo dobrym człowiekiem, ale ten sposób nauczania trudno chwalić.

  • pracownia elektryczna

Koszmar. Od nauczyciela czuć było charakterystyczny zapach, z kantorka również, nigdy też nie wiadomo było, czy nie wpadnie w złość i nie zacznie wrzeszczeć przy złej odpowiedzi. Koszmar na szczęście trwał tylko rok, później przez dwa lata mieliśmy pracownię elektroniczną w innej szkole.

  • podstawy elektroniki

luzacki przedmiot z nieobliczalnym nauczycielem. Sprawdziany były proste, ale odpowiedź przy tablicy oznaczała pewną ocenę niedostateczną, ponieważ zadawał pytania nie tylko z tematów, których nie przerabialiśmy, ale czasami z zupełnie innych przedmiotów. Raz na pierwsze półrocze miałem oceny 1,1,5,1 (ocena niedostateczna), na drugie 5,5,6,6. Zgadnijcie, które oceny są z odpowiedzi ustnej.

  • pracownia telekomunikacyjna

cztery godziny zajęć przed dwa lata, w piątej klasie przedmiot nazywał się inaczej i trwał „tylko” 3 godziny. Dyrektor miejscowej Telekomunikacji Polskiej czytał książkę sprzed czterdziestu lat. Oceny były ze sprawozdań. W sprawozdaniach wszyscy mieli to samo, a oceny były od 2 do 6. Jedyna zaleta zajęć, że po pierwszej lekcji można było wyjść na przerwę i wrócić dopiero na czwartą lekcję.

To tylko kilka z przedmiotów. Szkoła okropna – korytarze przesiąknięte dymem papierosowym, niezrównoważeni koledzy, którzy w jednej chwili wydają się być świetnymi kumplami, a za chwilę bez przyczyny potrafią wpaść w szał lub dosłownie wbić nóż w plecy, sporo ćpunów, zadufani w sobie nauczyciele, lizusostwo, najpodlejsze intrygi w walce o lepszą ocenę. Tematy rozmów – dziwki, bójki, fajki, narkotyki.

Klasa – tragedia. Podobno jedna z najlepszych klas w historii szkoły, w praktyce zbieranina lizusów, egoistów, karierowiczów, sportowców-psycholi i kilka osób, które trafiły tam przypadkiem, zachęceni atrakcyjnym kierunkiem. W wyuczonym zawodzie nie pracuje nikt, świata też nikt nie podbił, niektórym w życiu się powiodło, innym nie. Klasa, w której każdy każdego sprzedałby za nędzne grosze.Najlepiej, jak niektórzy nadal liżą tyłek nauczycielom na portalach społecznościowych. Wymiotować się chce. Ogólnie najlepiej wiedzie się największym gnidom, ale taki jest świat.

Jeśli porównam klasę z podstawówki, to poziom dojrzałości emocjonalnej oraz inteligencji jest nieporównywalnie wyższy.

Zawód technika telekomunikacji później zmienili na „technika usług pocztowych i telekomunikacyjnych”. Po kilku latach zlikwidowali również ten kierunek. Rozwój technologiczny sprawił, iż wiedza o usługach nie przydała się już do niczego, a do pracy na poczcie lub w salonach sieci telekomunikacyjnych wystarczy kilkudniowe szkolenie.

Co do wyboru zawodu – 20 lat temu nie sposób było przewidzieć, jak będzie wyglądał świat. Trudno było przewidzieć upadek kierunków humanistycznych, popyt na zawody fizyczne, renesans zawodów typu kucharz albo rozwój turystyki.

Powiatowy Zespół nr 5 Szkół Budowlanych w Oświęcimiu to patologiczna szkoła. Bardzo się cieszę, że wkrótce ma zostać przeniesiona, a w praktyce zlikwidowana. Wszystko zwalają na niż demograficzny, ale jeżeli 15 lat temu w szkole było ponad 900 uczniów, a obecnie jest niewiele ponad 300, to nie można wszystkiego zwalać na demografię. Nie bez przyczyny placówka ma fatalną opinię, a przez prawie 60 lat działalności nie wyszedł stamtąd żaden wybitny absolwent, który zasłużyłby się dla kraju, kultury, nauki lub sportu. Gdybym ukończył studia doktoranckie, byłbym najwybitniejszym, ale niewiele też brakowało, a zostałbym największym przestępcą wśród absolwentów.

Kształcenie zawodowe powróci do łask, jednak jeżeli ktoś będzie miał do wyboru kształcenie w zawodzie w normalnej szkole, a w oświęcimskiej „Budowlance”, wybierze normalną szkołę, chyba, że chodzi do szkoły tylko po to, aby inni nie mówili, iż jest tumanem, czyli chce ukończyć szkołę bez wysiłku.

Poziom nauczenia był fatalny, ja do tego byłem najgorszym uczniem z matematyki. Za ostatnie półrocze nienawidzę tej szkoły i bardzo zależało mi na ukończeniu studiów doktoranckich, aby przynajmniej móc napluć w twarz kilku osobom. Czy do czegoś w życiu potrzebne są mi bardziej skomplikowane zagadnienia matematyczne? Do niczego. Czy warto było się szmacić dla lepszej oceny ze sprawdzianu lub nawet na świadectwie? Ja nie muszę odpowiadać, bo nikogo nie sprzedałem, ale wiele osób z klasy mogłoby zadać sobie takie pytanie, choć wątpię, czy są skłonne do jakiejkolwiek refleksji.

Z drugiej strony weźmy poziom na prestiżowym Óniwersytecie Masaryka w Brnie – doktorant, u którego trzygodzinne zajęcia to słowa „przynieście referat na koniec semestru” (i jeszcze chce, aby referaty u niego traktować poważnie), wykładowcy czytający ze swoich książek, czy inni sztucznie zawyżający poziom, zadając pytania w ogóle niezwiązane z zajęciami i zadaną literaturą. Bezwartościowe badania naukowe, większość wykładowców zachowuje się jak rozpieszczone bachory wychowane bezstresowo, lizusostwo, układy i układziki. Grupy – jedne grupy bardzo w porządku, inne takie jak w „Budowlance”, choć tematami rozmów są tipsy, imprezy, kochankowie itp. bardziej babskie sprawy. 

Z kolei większość grup z Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej wspominam bardzo dobrze (może poza jedną). Dopiero po tym, jak ukończyłem studia kierunek się „popsuł”; a jakie kanalie stamtąd robią karierę w instytucjach polsko-czeskich, to brak słów. Na szczęście nie miałem okazji poznać ich osobiście.

W ostatnich latach mam styczność ze środowiskiem miłośników kolei i kolejarzy pracujących dla jednego z polskich przewoźników. Może i znają się świetnie na kolei, ale język oraz poziom kultury osobistej jest jeszcze niższy niż w „Budowlance” (większość to osoby po technikach). A jak niewiele wystarczy, aby ich zdenerwować. Delikatna uwaga na temat łamania regulaminu jakiejś grupy dyskusyjnej, a lecą takie wyzwiska i groźby, że można dostać zawału serca. Im młodsi, tym gorzej. Ogólnie środowisko chamskie, wulgarne, przesiąknięte układami. W sumie tak wygląda cały świat.

Nie wiem więc, czy warto wypominać niski poziom w Powiatowym Zespole nr 5 Szkół Budowlanych w Oświęcimiu. On tak naprawdę nie ma znaczenia, może poza językiem angielskim. Chamstwo „Młodych Bogów”, jak również „ludzi sukcesu” nie różni się zbytnio od tej placówki. Sprzedajnych szmat także nie brakuje.

A poziom niektórych pracowników tzw. wymiaru sprawiedliwości po elitarnych szkołach – ręce opadają. Poziom dziennikarzy, artystów, polityków też woła o pomstę do nieba.

Ale jak to mówią, skoro cały świat jest zły, to ja jestem zły. Chcąc zmieniać świat trzeba zacząć od siebie. Tylko, że ja nie pasuję do tego świata. Nie potrafię być bezwzględną, chamską, fałszywą gnidą. Dlatego powinienem zostać poddany eutanazji.