Dariusz Sieczkowski ps. Awruk Anabej" – strona prywatna

Dariusz Sieczkowski – strona główna

 

Witaj na mojej skromnej stronie prywatnej.

Nazywam się Dariusz Sieczkowski. Mieszkam w Oświęcimiu, skąd też pochodzę. Na stronie prezentuję swoją twórczość. Ze względu na moje zainteresowania i ciągłe niepowodzenia przez otoczenie jestem uważany za psychola, debila, nieroba i nieudacznika. Ukończyłem slawistykę, dawniej bardzo lubiłem języki zachodnio- i południowosłowiańskie, a idąc na studia miałem nadzieję, iż uda mi się znaleźć pracę w jakiejś instytucji naukowej lub kulturalnej. Specjalizuję się w tworzeniu słowników tematycznych dwujęzycznych – obecnie jest to bezwartościowa umiejętność. Moje niepowodzenia nie do końca są wynikiem mojego nieróbstwa; w dużej części to wina postępu technicznego, globalizacji, dominacji wielkich koncernów i inicjatyw typu Wikipedia – obecnie wiele rzeczy można tworzyć tylko za darmo, więc pada na przykład cała branża popularnonaukowa. Natomiast świetnie ma się branża rozrywkowa – lalunie pokazujące pupę i cycki zarabiają mnóstwo pieniędzy za okazywanie swoich wdzięków na zdjęciach.

Jak zapewne wielu z was wie, od lat prowadzę również strony związane z podróżowaniem koleją i pozwalające poznać koleje świata. Strony, pomimo wysokiej oglądalności i bardzo dobrych recenzji, okazały się bezwartościowe pod względem finansowym – przez 8 lat nie pomogły mi w nawiązaniu żadnej współpracy, nie poprawiły mojej pozycji na rynku pracy, a czas spędzony przy nich to czas stracony.  Mam pecha, bo w Polsce jest największa na świecie konkurencja w tej branży, największy odsetek internautów na świecie używa AdBlocka i stawki za kliknięcie reklamę są bardzo niskie w porównaniu do innych krajów europejskich. 

Pasja powinna być bezinteresowna i anonimowa

Wiele osób zarzuca mi, że podpisuję się pod swoimi pracami i chciałbym zarabiać na swoim blogu „Kolej na Podróż”. Według moich krytyków pasja powinna być bezinteresowna, wszystko, co związane z informacjami powinno być za darmo, a ja powinienem pisać anonimowo dla Wikipedii i żyć z satysfakcji. To wszystko wygląda pięknie, kiedy jesteście zdrowi, zarabiacie 8 tysięcy złotych miesięcznie na rękę, macie bogatych rodziców, a młodzi mają jeszcze liczne stypendia, zniżki, nie muszą martwić się o ZUS, ubezpieczenie zdrowotne. Z satysfakcji nie da się utrzymać – trzeba opłacić rachunki, iść do lekarza (spróbuj dostać się do specjalisty na NFZ), skorzystać z pomocy dentysty, fizjoterapeuty – wszystko kosztuje. Ale dentysty, fizjoterapeuty, czy lekarza z zamiłowania nie goni się do pracy na budowie, czy w ochronie i nie mówi się, że powinni pracować za darmo. 

Przez takie podejście w Polsce nie mogą wybić się osoby z pasją, mające dobre pomysły – na rozwój projektów trzeba czasu i pieniędzy. Nie mają szans, więc ich dorobek przejmują za darmo lub za grosze inni (np. koncerny) i zarabiają ogromne pieniądze. Spotkało to wielu polskich naukowców. Praca, choćby nad słownikami, jest bardzo czasochłonna i monotonna. Ale po co to robić, skoro ktoś spędzi nad słownikiem 10 lat, nic z tego nie będzie miał, a potem grupa osób z 20 tysięcy haseł słownika stworzy 20 tysięcy podstron jako np. Wikisłownik. Po wydaniu słownika konieczne są poprawki, nowe wydania, aktualizacja – bez pieniędzy nie da się. Zwykły użytkownik nie wyobraża sobie, ile to pracy. 

Dla osób z różnych przyczyn wykluczonych z rynku pracy, niewielki zarobek na takich projektach jak mój blog odciążyłby budżet państwa, byłby motywacją, nadał sens pracy i życiu. A jaką motywacją jest fakt, że inni odpisują i zarabiają na cudzej pracy? 

Obecnie ogromne pieniądze robi się na głupocie. Gdybym oszukiwał czytelników, wychwalał za pieniądze najbrzydsze miasta, najgorsze hotele i restauracje, zarabiałbym wielkie pieniądze, byłbym podziwiany, nikt nie mówiłby mi, kim powinienem być. Taki głupi świat. 

Studia i czas spędzony w bibliotekach nie przydały mi się do niczego. Wiedza jest przekleństwem. Zamiast całej wiedzy zdobytej w szkołach i na studiach wolałbym umieć przeprowadzić remonty i naprawy, a czas spędzony w bibliotekach i przed komputerem przeznaczyć na treningi sztuk walki oraz siłownię. Byłbym wtedy kimś. Jako humanista jestem najgorszą szmatą żyjącą w otoczeniu prawdziwych Polaków, przebojowych, umięśnionych, wulgarnych mężczyzn i dresiarzy.

Przez wiele lat witryna pełniła funkcję strony firmowej mojego wydawnictwa, później przez prawie pięć lat prowadziłem blog. Pisałem, bo nie potrafię się dostosować do obowiązujących wartości, poglądów, wszechobecnego kłamstwa i hipokryzji. Z pisania bloga zrezygnowałem – uważam, że nie ma to sensu.

Świat staje się coraz bardziej zwariowany. W internecie roi się od fikcyjnych kont prowadzących dyskusje na zlecenie firm, fałszywych komentarzy, fałszywych wiadomości i tak zwanych influencerów stosujących ukrytą reklamę i wychwalających wszystko w zamian za pieniądze. A ludzie nabierają się na to, stając się marionetkami w rękach marketingowców. Panoszy się chamstwo. Świata nie zmienię, moją dotychczasową działalność można jedynie określić walką z wiatrakami i głosem wołającego na puszczy. Czas wycofać się z tego szamba.

Na stronie udostępniłem swoje słowniki do nauki języków obcych. Nie są doskonałe, ale również szkoda mi czasu na ich rozbudowę. To praca na lata, a jaki jest sens takiej pracy, kiedy jedno zdjęcie celebryty ma większą wartość niż wiele lat pracy przy słowniku?

Moje słowniki są zaciekle krytykowane przez osoby związane ze slawistyką z powodu mojego konfliktu z wielkimi naukowcami z Uniwersytetu Masaryka w Brnie, przez co również jestem persona non grata we wszystkich firmach i instytucjach, w których mógłbym pracować z językiem czeskim.

Nauka języków była moją pasją, ale w czasach mojej edukacji możliwości były zupełnie inne i poza czeskim żadnego z języków nie znam aktywnie, pomimo bardzo dobrej znajomości biernej wielu z nich. To tak, jakby mechanik uczył się zawodu z książek, bez praktyki. Czyli uczyłem się na darmo, tak zresztą jak ze wszystkim w życiu. Nowych języków nie zamierzam się uczyć – i tak do niczego się nie przydadzą, a w życiu liczą się tylko pieniądze, których z tego nie będzie.

Gdybym miał jeszcze raz rozpoczynać karierę zawodową, pokierowałbym życiem zupełnie inaczej, lecz „w moich czasach” możliwości były zupełnie inne, podobnie jak realia na rynku pracy. Nie dało się przewidzieć zmian mających nastąpić za kilkanaście lat, a tym bardziej konsekwencji spędzania długiego czasu przy komputerze. Nie dało się też przewidzieć, iż przez pewne układy nie da się przebić bez odpowiedniego zaplecza i znajomości Przez pisanie przy komputerze w wieku 35 lat jestem niemal kaleką. Nie sposób już tego zmienić, każda próba zmiany stylu życia kończy się kolejnymi kontuzjami.

Młodszym zazdroszczę zdrowia, możliwości, stypendiów, wiary w sukces oraz bezkrytycznego spojrzenia na świat.

Statystyki

Statystyki pobrań moich słowników w ciągu jednego dnia w lutym 2019. Niestety, obecnie liczba pobrań systematycznie spada – koncerny i firmy mające pieniądze na rozwój projektów wyparły mnie z wyszukiwarek. Ale i tak byłaby niezła kasa.

Paradoks: Gdybym za każdy pobrany słownik dostał chociażby 1 zł, zarabiałbym mnóstwo pieniędzy i byłbym szanowany. Jednak gdyby słowniki kosztowały 1 zł, nikt by ich nie kupił, bo w czasach Wikipedii i mnóstwa darmowych stron można tworzyć tylko za darmo. A skoro udostępniam swoje prace za darmo, to jestem nierobem i nieudacznikiem.

Słowniki można też tworzyć tylko za darmo, więc nie mogę rozwijać tych projektów. Moje pomysły wykorzystały niektóre instytucje naukowe, tworząc podobne publikacje, tylko z ogromnymi pieniędzmi z grantów, stypendiów, dotacji i innych źródeł. Oni zarobią, zostaną wypromowani, awansują w hierarchii zawodowej. Ja nie mam nic. Takie jest przeznaczenie.

Jak zapewne wielu z was wie, od lat prowadzę również strony związane z podróżowaniem koleją i pozwalające poznać koleje świata. Strony, pomimo wysokiej oglądalności i bardzo dobrych recenzji, okazały się bezwartościowe pod względem finansowym – przez 8 lat nie pomogły mi w nawiązaniu żadnej współpracy, nie poprawiły mojej pozycji na rynku pracy, a czas spędzony przy nich to czas stracony.  Mam pecha, bo w Polsce jest największa na świecie konkurencja w tej branży, największy odsetek internautów na świecie używa AdBlocka i stawki za kliknięcie reklamę są bardzo niskie w porównaniu do innych krajów europejskich. 

Bezsens pracy przy blogu/stronie:

– kluczem do sukcesu blogu/strony są pieniądze. Zaczynałem w styczniu 2012 roku od zera. Nie miałem pieniędzy na rozwój. Opisałem prawie wszystkie koleje świata, spędziłem mnóstwo czasu na lekturze źródeł, wielokrotnych aktualizacjach, opracowałem plany podróży. Załóżmy, że znajdzie się ktoś inny, kto ma dobrą pracę i pieniądze na podróże, zwiedzi koleją według moich planów wiele krajów i według moich artykułów opisze koleje świata na swoim blogu. On wyprzedzi mnie w wyszukiwarkach, zdobędzie sławę, splendor, zarobi, o mnie nie będzie pamiętał nikt. Nikogo nie obchodzi, że zrobił wszystko według moich pomysłów, tylko ja nie miałem pieniędzy na rozwój projektu. Tak to działa. 

– jeśli zrobię przewodnik po jakimś większym mieście, jakiś vloger na podstawie mojego przewodnika nakręci filmik, skorzysta z moich treści przy opisach zabytków i będzie miał 10-30 razy wyświetleń niż ja – zarobi na reklamach, zyska sławę, zdobędzie fanów. Ja nie będę miał nic.

– z mojej wiedzy korzystają inni blogerzy, koncerny, pośrednicy w sprzedaży biletów, biura podróży i fanatycy z Wikipedii. Większość z nich zarabia, zdobywa sławę, rozwija się, ja nie mam z tego kompletnie nic. Patrzę, jak inni zwiedzają świat, realizują swoje marzenia, a ja wiem, że tworzę tylko po to, aby być dostarczycielem wiedzy i pomysłów dla innych. 

Tworząc cokolwiek bez odpowiedniego zaplecza, czyli pieniędzy i układów, tworzysz gotowy przepis na sukces dla innych, którzy to wszystko mają. Takie jest przeznaczenie. 

W przyszłości planuję napisanie kilku publikacji, w których podzielę się swoim doświadczeniem życiowym. Innych planów nie mam – moje umiejętności i wiedza okazały się bezwartościowe, a przez świadomość jak wyglądają całe uczelnie, sądy, jak działa showbiznes i rynek medialny, co tak naprawdę prezentują autorytety medialne, nie potrafię się odnaleźć w rzeczywistości.

Ze względu na przewlekłą chorobę układu pokarmowego mam bardzo ograniczone pole działania jeśli chodzi o karierę zawodową, podróże i z punktu widzenia prawdziwych Polaków oraz prawdziwych mężczyzn jestem jednostką bezwartościową dla społeczeństwa. Przez chorobę nie prowadzę życia towarzyskiego, co dla niektórych oznacza, że „jestem pedałem”. Takie mamy społeczeństwo.  Mógłbym chyba tylko pracować jako wykrywacz wielu alergenów w jedzeniu, ale jak wynika z testów alergicznych oraz zaleceń dietetycznych przy mojej chorobie, nie mogę jeść praktycznie nic.

Moim marzeniem jest wyrównanie rachunków z moimi oprawcami z ostatniej klasy technikum w nieistniejącym już Zespole Szkół Budowlanych w Oświęcimiu – bandytami szumnie zwanymi „sportowcami”. Ale to oni cieszą się zdrowiem, siłą, są prawdziwymi, szanowanymi mężczyznami. Omijają ich nieszczęścia, ciężkie choroby i kontuzje, a u mnie – ciągłe kłopoty. Takie jest przeznaczenie.

Jeśli chcesz poznać szczegółowe informacje o mnie, przeczytasz je TUTAJ. Ostrzegam, że nie jest to przyjemna lektura, lecz życie to nie bajka, jak wydaje się wielu osobom. Nie piszcie do mnie, bowiem nie mam ochoty na poznawanie nowych ludzi, na pewno też nie znajdziemy wspólnego języka. Doszedłem do etapu, kiedy chcę się odciąć od świata i przeżyć resztę życia w samotności, z dala od internetu. 

Bilans życia:

7 lat studiów – na darmo
6 lat przygotowań do skatowania oprawców z ZSB w Oświęcimiu – na darmo
6 lat walki o sprawiedliwość z czeską uczelnią w sądach – na darmo
15 lat tworzenia słowników – na darmo
8 lat pracy przy stronach i blogach – na darmo


Cokolwiek zrobisz, poniesiesz klęskę. Cokolwiek powiesz, zostaniesz wyśmiany. Żyjesz w otoczeniu, które zrobi wszystko, żeby zniszczyć twoje pasje, uzdolnienia, zdeptać, zgnoić. I nic nie możesz zrobić, bo przeznaczenia nie da się oszukać.