Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Dariusz Sieczkowski – strona główna

Witaj na mojej skromnej stronie prywatnej.

Nazywam się Dariusz Sieczkowski. Mieszkam w Oświęcimiu, skąd też pochodzę. Na stronie prezentuję swoją twórczość. Ze względu na moje zainteresowania i brak sukcesów przez otoczenie jestem uważany za psychola, debila, nieroba i nieudacznika. Ukończyłem slawistykę, dawniej bardzo lubiłem języki zachodnio- i południowosłowiańskie, a idąc na studia miałem nadzieję, iż uda mi się znaleźć pracę w jakiejś instytucji naukowej lub kulturalnej. Specjalizuję się w tworzeniu słowników tematycznych dwujęzycznych – obecnie jest to bezwartościowa umiejętność. Moje niepowodzenia nie do końca są wynikiem mojego nieróbstwa; w dużej części to wina postępu technicznego, globalizacji, dominacji wielkich koncernów i inicjatyw typu Wikipedia – obecnie wiele rzeczy można tworzyć tylko za darmo, więc pada na przykład cała branża popularnonaukowa. Natomiast świetnie ma się branża rozrywkowa – lalunie pokazujące pupę i cycki zarabiają mnóstwo pieniędzy za okazywanie swoich wdzięków na zdjęciach.

Studia i czas spędzony w bibliotekach nie przydały mi się do niczego. Wiedza jest przekleństwem. Zamiast całej wiedzy zdobytej w szkołach i na studiach wolałbym umieć przeprowadzić remonty i naprawy, a czas spędzony w bibliotekach i przed komputerem przeznaczyć na treningi sztuk walki oraz siłownię. Byłbym wtedy kimś. Jako humanista jestem najgorszą szmatą żyjącą w otoczeniu prawdziwych Polaków, przebojowych, umięśnionych, wulgarnych mężczyzn i dresiarzy, których nienawidzę. 

Przez wiele lat witryna pełniła funkcję strony firmowej mojego wydawnictwa, później przez prawie pięć lat prowadziłem blog. Pisałem, bo nie potrafię się dostosować do obowiązujących wartości, poglądów, wszechobecnego kłamstwa i hipokryzji. Z pisania bloga zrezygnowałem – uważam, że nie ma to sensu.

Świat staje się coraz bardziej zwariowany. W internecie roi się od fikcyjnych kont prowadzących dyskusje na zlecenie firm, fałszywych komentarzy, fałszywych wiadomości i tak zwanych influencerów stosujących ukrytą reklamę i wychwalających wszystko w zamian za pieniądze. A ludzie nabierają się na to, stając się marionetkami w rękach marketingowców. Panoszy się chamstwo. Świata nie zmienię, moją dotychczasową działalność można jedynie określić walką z wiatrakami i głosem wołającego na puszczy. Czas wycofać się z tego szamba.

Na stronie udostępniłem swoje słowniki do nauki języków obcych. Nie są doskonałe, ale również szkoda mi czasu na ich rozbudowę. To praca na lata, a jaki jest sens takiej pracy, kiedy jedno zdjęcie celebryty ma większą wartość niż wiele lat pracy przy słowniku?

Moje słowniki są zaciekle krytykowane przez osoby związane ze slawistyką z powodu mojego konfliktu z wielkimi naukowcami z Uniwersytetu Masaryka w Brnie, przez co również jestem persona non grata we wszystkich firmach i instytucjach, w których mógłbym pracować z językiem czeskim. Czechofile przy każdej okazji wklejają szkalujące mnie artykuły, całkowicie pomijając wyrok Sądu Rejonowego w Wadowicach z uzasadnieniem umarzający sprawę. Jak się okazuje, najwięcej do powiedzenia mają polscy studenci, którzy na Uniwersytecie Masaryka w Brnie chlali i imprezowali w ramach programu Socrates-Erasmus za pieniądze UE (300-500 euro na miesiąc) praktycznie bez obowiązków, więc myślą, że Czechy to raj na ziemi, a Czesi to anioły. 

Nauka języków była moją pasją, ale w czasach mojej edukacji możliwości były zupełnie inne i poza czeskim żadnego z języków nie znam aktywnie, pomimo bardzo dobrej znajomości biernej wielu z nich. To tak, jakby mechanik uczył się zawodu z książek, bez praktyki. Czyli uczyłem się na darmo, tak zresztą jak ze wszystkim w życiu. Nowych języków nie zamierzam się uczyć – i tak do niczego się nie przydadzą, a w życiu liczą się tylko pieniądze, których z tego nie będzie.

Statystyki pobrań moich prac z wybranego dnia (mogą się różnić +/- 20%.)

Statystyki pobrań moich prac z wybranego dnia (mogą się różnić +/- 20%.).

Paradoks: Gdybym za każdy pobrany słownik dostał chociażby 1 zł, zarabiałbym mnóstwo pieniędzy i byłbym szanowany. Jednak gdyby słowniki kosztowały 1 zł, nikt by ich nie kupił, bo w czasach Wikipedii i mnóstwa darmowych stron można tworzyć tylko za darmo. A skoro udostępniam swoje prace za darmo, to jestem nierobem i nieudacznikiem.

Jak zapewne wielu z was wie, od lat prowadzę również strony związane z podróżowaniem koleją i pozwalające poznać koleje świata. Strony, pomimo wysokiej oglądalności i bardzo dobrych recenzji, okazały się bezwartościowe pod względem finansowym – przez 6 lat nie pomogły mi w nawiązaniu żadnej współpracy, nie poprawiły mojej pozycji na rynku pracy, a czas spędzony przy nich to czas stracony. Jako twórca staję ciągle przed dylematem – oddać lub sprzedać te strony za ułamek wartości któremuś z wielkich koncernów, czy dalej próbować coś zrobić. A niestety, po latach przy komputerze dają znać o sobie stawy, wzrok i kręgosłup. 

Prowadzenie bloga podróżniczego i strony o podróżowaniu koleją nauczyło mnie następujących rzeczy:

  • tyle jesteś wart, ile lajków możesz wygenerować – moja złota myśl. Dla ewentualnych partnerów lub sponsorów liczy się tylko twoja popularność – liczba fanów, zasięg postów, wpływ, popularność w mediach. Etyka, rzetelność i jakość nie mają żadnego znaczenia.
  • duże firmy nie traktują pasjonatów jako potencjalnych partnerów, tylko jako śmiecia, którego należy zniszczyć. Są to bezwzględne, pazerne, krwiożercze instytucje nastawione tylko na jak największy zysk bez względu na środki. Etyka to dla nich coś obcego
  • po raz kolejny okazało się, że nie warto tworzyć za darmo. Nieważne, ile się napracujesz i ile będziesz się starał – nikt tego nie doceni. Ludzie będą chcieli coraz więcej bardziej szczegółowych informacji (aktualne rozkłady, podróżowanie z psem, zniżki dla seniorów, przewóz rowerów w każdym pociągu), a co ty dostaniesz w zamian? Twojej strony nawet nikt nie poleci, a ich prowadzenie nie jest uważane jako doświadczenie zawodowe.
  • w życiu liczą się tylko pieniądze. Możesz oszukiwać, możesz kraść, ale jeśli zarabiasz, jesteś kimś. Jeśli nie zarabiasz, jesteś szmatą. Ja od 16 lat tworzę za darmo, a wszystkie moje projekty okazały się klapą, więc dla społeczeństwa jestem nierobem i nieudacznikiem. Nikogo nie obchodzi, ile czasu włożyłem w swoje prace. Nie zarabiasz – jesteś nikim.

Ze względu na przewlekłą chorobę układu pokarmowego mam bardzo ograniczone pole działania jeśli chodzi o karierę zawodową i z punktu widzenia prawdziwych Polaków i prawdziwych mężczyzn jestem jednostką bezwartościową dla społeczeństwa. Przez chorobę nie prowadzę życia towarzyskiego, co dla niektórych oznacza, że „jestem pedałem”. Takie mamy społeczeństwo.  

W przyszłości planuję napisanie kilku publikacji, w których podzielę się swoim doświadczeniem życiowym. Innych planów nie mam – moje umiejętności i wiedza okazały się bezwartościowe, a ciągłe porażki sprawiły, że boję się podjąć nawet najprostszej pracy. 

Jeśli chcesz poznać szczegółowe informacje o mnie, przeczytasz je TUTAJ. Ostrzegam, że nie jest to przyjemna lektura, lecz życie to nie bajka, jak wydaje się wielu osobom. Nie piszcie do mnie, bowiem nie mam ochoty na poznawanie nowych ludzi, na pewno też nie znajdziemy wspólnego języka. Doszedłem do etapu, kiedy chcę się odciąć od świata i przeżyć resztę życia w samotności, z dala od internetu. MÓJ PROFIL NA FACEBOOKU.

Widok z okna mieszkania :)

Widok z okna mieszkania :)