Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Smog

Od kilku dni nad moim miastem utrzymuje się mgła. To nie jest zwykła mgła. To toksyczny smog, przed którym alarmują różne instytucje. Radzą unikać spacerów i pobytu na świeżym powietrzu, choć podobno spacer to zdrowie. Przez smog trudno oddychać – boli gardło, boli głowa, zbiera się na kaszel.

Czym jest spowodowany smog? Mnóstwo samochodów i tzw. „niska emisja”, czyli spalanie śmieci w piecach. Z jednej strony dziwię się właścicielom domów, że łakomią się na 300-400 złotych oszczędności rocznie, spalając toksyny – skutki dalekosiężne dotkną również ich oraz ich dzieci. Czy warto oszczędzać, aby później leczyć jakiś agresywny nowotwór? Wtedy koszt rocznej oszczędności pochłoną dwie wizyty prywatne u onkologa. Nie mówiąc o bólu (przede wszystkim psychicznym) związanym z chorobą.

Z drugiej strony skoro wszyscy tak robią, to dlaczego ktoś miałby się wyłamywać? Jeden zacznie spalać ekologicznie, dziesięciu innych będzie spalać śmieci jak do tej pory, więc nic to nie da – on będzie frajerem.

Kierowany troską o zdrowie chciałem kupić sobie maseczki antysmogowe, popularne w wielu zanieczyszczonych miastach. Ludzie zdziwiliby się, ile pyłu zatrzyma taka maseczka, przez co nie wniknie on do naszych płuc. Problem w tym, że byłbym jedynym chodzącym w taki sposób po mieście i znów byłbym wytykany palcami oraz wyzywany od psycholi. Co z tego, że miałbym rację, jak znów musiałbym znosić wyzwiska pod swoim adresem, połączone z obgadywaniem za plecami. Więc chodzę bez maski z powodu presji społecznej, a tym samym przyczyniam się do powstania raka płuc.

Niektórzy z was powiedzą, iż gdyby inni zauważyli maseczkę na mojej twarzy, także ubraliby taką. Tak by się stało, gdybym był tzw. „influencerem”, czyli cieszyłbym się popularnością. Tak zarabiają właśnie blogerzy. Jeżeli oni założą np. maskę, to ewentualny sponsor płaci im za pozowanie z taką maską, mając nadzieję, iż inni pójdą za nimi i kupią maskę tego sponsora. Płaci niemało. Jeśli nie jesteś „influencerem”, zostaniesz wyśmiany.

Ze smogu przeszedłem do mojego ulubionego zagadnienia – presji społecznej. To społeczeństwo dyktuje nam, co mamy robić, jak się mamy zachowywać, jak mamy myśleć, gdzie mamy pracować, w jakim kierunku się rozwijać. Codziennie słyszę, gdzie powinienem pracować, ile powinienem zarabiać, jak powinienem sobie układać życie. Dlaczego? Bo moja praca jest bezwartościowa.

Gdybym był kimś znanym i zarabiał za to samo grube pieniądze, wszyscy podziwialiby mnie, ewentualnie zazdrościliby. Jako zwykły człowiek bez układów powinienem zrezygnować ze swojej wiedzy, ze swoich zdolności i harować codziennie w znienawidzonej pracy, bez żadnej nadziei na poprawę losu. Powinienem interesować się tym, co inni, powinienem założyć rodzinę, choć zdrowie szwankuje i nie mam jak jej utrzymać. Powinienem mieszkać sam, chociaż nie będzie mnie stać na utrzymanie mieszkania nawet, gdybym pracował.  Powinienem sobie też znaleźć żonę – pal licho, że swoją miłość życia kiedyś spotkałem, a kiedy patrzę na kobiety, to przeraża mnie ich pustka połączona z materializmem, a sam zresztą nie jestem „prawdziwym mężczyzną”. Po prostu mam sobie znaleźć, bo tak chcą ludzie. Co ich obchodzi moje szczęście, szczęście tej „żony”, czy moje zdrowie. To ludzie mówią, jak powinieneś żyć.

Słyszysz to codziennie, tak jak codziennie wdychasz smog. Nie założę maseczki antysmogowej, ponieważ boję się reakcji społeczeństwa. Ale rodziny nie założę ani nie usamodzielnię się, bo jest to poza zasięgiem moich możliwości.

Był czas, kiedy wierzyłem, że jestem na dobrej drodze do sukcesu. Wtedy nikt nie narzekał, nikt mi nie mówił, gdzie powinienem pracować, nikt nie narzucał mi ożenku, byłem samodzielny. Gdybym na swojej drodze nie spotkał kilkorga bezkarnych przestępców-psychopatów, gdyby nie choroby odstresowe… Ale tak wygląda życie, wiele zależy od przypadku.