Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Anna Lewandowska w mediach

Codziennie na stronach głównych największych portali internetowych obserwujemy z pozoru niezwykłe zjawisko – w najlepiej widocznym miejscu pojawia się zdjęcie Anny Lewandowskiej i odnośnik do artykułu o żonie Roberta Lewandowskiego. Pewnie wielu z was zastanawia się, skąd taka popularność tej kobiety w mediach oraz skąd takie upodobanie mediów do wrzucania na stronę główną odnośników z artykułami o niej.

Otóż wyjaśniam: nawet najgłupszy i najbardziej absurdalny artykuł o Annie Lewandowskiej zanotuje dużo większą liczbę wyświetleń, polubień i udostępnień w bardzo krótkim czasie niż jakikolwiek inny artykuł. Liczba wyświetleń, ewentualnie kliknięć przekłada się na propozycje reklamodawców, a portal posiłkując się statystykami wyświetleń i tzw. „zasięgu” może żądać dużo wyższych stawek za reklamę. Gdyby nie było artykułów o Annie Lewandowskiej, statystyka wyświetleń i zasięgu byłaby dużo gorsza, dlatego można zaryzykować stwierdzenie, iż Anna Lewandowska napędza przemysł internetowy.

Brzmi głupio? Taki jest dzisiejszy świat. Ludzie dostają orgazmu po usłyszeniu plotki o kimś popularnym, a dla reklamodawców tyle jesteś wart, ilu masz fanów lub obserwatorów w portalach społecznościowych. Sama Anna Lewandowska może dzięki temu zażądać kilkanaście tysięcy złotych na przykład za zdjęcie w jakimś hotelu opublikowane na Instagramie, czy zdjęcie, jak popija napój jakiejś znanej firmy. Wierzcie mi, reklamodawcy się znajdą.

W komentarzach niektórzy internauci złorzeczą kobiecie, a tymczasem ona tylko umiejętnie wykorzystuje zbiorową głupotę. Tak jak media.