Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Rok 2016 na brneńskiej slawistyce

Z braku czasu i natchnienia piszę bardzo rzadko. Świat coraz bardziej się oddala i tylko eutanazja może mi zapewnić spokój.

Znalazłem jednak czas, aby zajrzeć na dokonania Instytutu Slawistyki Óniwersytetu Masaryka w Brnie w 2016 roku. Co się działo na tej prestiżowej uczelni?

Brneńska slawistyka kontynuuje wydawanie czasopisma „Proudy”. Nie napisałem wpisu na temat ostatniego numeru, bo poziom jest tak niski, że szkoda mi klawiatury na komentarz. Nawet zapowiedź jakiejś konferencji, czy relacja z jakiegoś spotkania jest traktowana jako artykuł naukowy. Gdyby każda gazeta była traktowana jako pismo naukowe, to każdy komunikat i każdy artykuł byłyby pracą naukową według tych standardów. Szkoda gadać – wielki polonista Roman Madecki chętnie wypowiedziałby się na temat nieudolności swojej i swoich kolegów.

Jeśli chodzi o prace naukowe, to jedyne godne uwagi są już opisywane kiedyś słowniki: „Czesko-bułgarski słownik prawniczy” i „Mały tematyczny słownik języka bułgarskiego, czeskiego, polskiego i ukraińskiego”. Czyli moje pomysły były wyśmiewane jako choroba psychiczna, a ktoś inny je realizuje, pewnie jeszcze dostaje stypendia i granty. Tak wszystko wygląda, kiedy nie macie układów.

Cała brneńska slawistyka w 2016 roku, jak każdego roku, może pochwalić się wieloma artykułami w niskonakładowych gazetkach. Na przykład „Prawosławne święta Bożego Narodzenia na Ukrainie”. Ot, taki artykuł naukowy i punkty do dorobku. A przecież w internecie znajdziemy setki takich artykułów.

Najwięcej takich prac naukowych ma na swoim koncie Ivo Pospisil – bardzo stary profesor. W 2016 roku opublikował 91 prac naukowych i artykułów. Nawet więcej, bo w innych sekcjach jest dodatkowych 9 prac. Łącznie 100 prac naukowych w ciągu roku. A poziom? Nie wiem, czy ktoś jest w stanie przeczytać którąkolwiek z tych prac, aby obiektywnie ocenić.

Brneńska polonistyka wypadła wyjątkowo blado. Roman Madecki napisał parę artykułów o badaniach polonistycznych w Czechach i tym podobnych głupotach – badania polonistyczne w jego wydaniu to farsa. Renata Buchtova – Putzlacher opublikowała jakieś bajki o pisarzach uwielbianych przez Towarzystwo Wzajemnej Adoracji z Zaolzia, a inni chyba obijali się, bo nie widzę nic, co można byłoby choćby wyśmiać.

Co się rzuca w oczy – praca naukowa brneńskich slawistów polega głównie na pisaniu króciutkich artykułów, uczestnictwie w bezwartościowych konferencjach naukowych (dla naukowców są wartościowe – świetna impreza, nocleg i żarcie za darmo), skupieniu się na ilości, zamiast na jakości. Ale czy oni w ogóle znają słowo „jakość”? Powiedziałbym, że nie. Na pewno za to znają słowa „grant”, „stypendium”, „wyjazd zagraniczny”.