Dariusz Sieczkowski – strona prywatna

Prowadzenie bloga – propozycje współpracy

Pisanie blogów i stron internetowych stało się zjawiskiem powszechnym. Ja robiłem to, aby poprawić swoją pozycję na rynku pracy lub nawiązać jakąś współpracę. Nie wiem, po co inni prowadzą blogi. Wszyscy deklarują, że robią to bezinteresownie, bez żadnej chęci zysku, a największą nagrodą dla nich jest zadowolenie czytelników. Tylko po co w takim razie wydają setki złotych na reklamę, po co kopiują od innych pomysły, artykuły, a nawet pozy na zdjęciach? Coraz trudniej mi zrozumieć ten świat.

Blogerzy liczą na duże zyski i kiedy odezwie się ktoś do nich, cieszą się, że ktoś ich docenił. Wyjaśnię wam krótko, co naprawdę kryje się za ofertami współpracy ze strony mniej lub bardziej renomowanych firm, bowiem nie mogę patrzeć, jak naiwni młodzi idealiści cieszą się jak dzieci z maila od koncernu proponującego współpracę.

Na początek wbijcie sobie do głowy jedną zasadę, o której ja nie wiedziałem:

Dla dużych firm, koncernów i korporacji nieznany lub mało znany bloger jest konkurencją, którą trzeba zniszczyć. Co innego celebryta – temu można zapłacić, bo przyciągnie klientów, a nie zagrozi pozycji firmy.

Jakie propozycje współpracy otrzymałem podczas prowadzenia strony internetowej i bloga podróżniczego? Oto one:

PRZYKŁAD 1:

Wchodząca na rynek firma prosi o zamieszczenie na twoim blogu stronie interesującego artykułu z podaniem aktywnego odnośnika. Całkowicie za darmo.

Co się za tym kryje:

Duża firma wchodząca na rynek dzięki publikacji swojego artykułu na twojej stronie/blogu pnie się do góry w wyszukiwarkach, kosztem między innymi twojej strony. To jest jeden z powodów, dla którego 95% blogerów na swoich stronach nie podaje źródeł informacji ani nie poleca innych stron, o ile właściciele tych stron nie zapłacą.

Dlatego na początek przygotowują czasochłonny i bardzo dobry merytorycznie artykuł, który wydaje się, że warto udostępnić. Pozostałe artykuły na ich stronach są dużo gorsze.

Jeżeli otrzymałeś taką propozycję współpracy, możesz być pewien, że twój blog lub strona są dobrze widoczne w wyszukiwarkach. Co zrobisz, to już twoja sprawa. Z koncernami i tak nie wygrasz.

PRZYKŁAD 2:

Druga propozycja współpracy również pochodzi od wielkich koncernów wchodzących na rynek. Firma proponuje wykupienie za opłatą małego baneru lub odnośnika tylko na stronie głównej twojej strony na przykład na pół roku.

Co się za tym kryje:

Niewinna propozycja także służy wypozycjonowaniu strony koncernu w wyszukiwarkach. Dzięki odnośnikowi ze strony głównej twojego blogu lub strony oraz stron o podobnej tematyce wyszukiwarki będą umieszczały w rankingach wysoko stronę koncernu, kosztem również twojej strony.

Taką propozycję otrzymuje mnóstwo blogerów, również mało znani i słabi. Jedyna zaleta to fakt, że można zażądać wysokiej sumy za umieszczenie niewielkiej ikony. W żądaniu wygórowanej sumy nie ma nic złego – koncerny przeznaczają na promocję tego typu setki tysięcy lub nawet miliony euro i nie robi im różnicy, ile zapłacą tobie. Pamiętaj jednak, że z zarobionych pieniędzy musisz rozliczyć się z urzędem skarbowym, ponadto za niewywiązanie się z umowy, na przykład z przyczyn technicznych, koncern naliczy ci ogromną karę.

PRZYKŁAD 3:

Jakaś firma wysyła do ciebie propozycję współpracy typu „sprzedajemy bilety”, „wchodzimy na rynek”, „organizujemy wycieczki”, potem długi marketingowy bełkot i na koniec prośba o umieszczenie odnośnika do ich strony.

Co się za tym kryje:

To nic innego jak darmowa reklama, poza tym dzięki odnośnikowi pozycja danej firmy w wyszukiwarkach idzie do góry kosztem twojej strony. A co ty z tego masz? Nic. Wiele osób po przeczytaniu maila umieszcza odnośniki na swoich stronach, licząc na jakiś rewanż ze strony firmy – na przykład odnośnik do twojej strony lub w przyszłości darmowy bilet. W rzeczywistości reklamowana firma w żaden sposób nie zrewanżuje się.

Z początku również umieszczałem podobne odnośniki, dopóki nie zauważyłem, na jakiej zasadzie promują się biura podróży i jak działa „internet”.

PRZYKŁAD 4:

Współpracuj z nami, weź udział w tworzeniu projektu, pisz dla nas artykuły – kolejna propozycja z cyklu „łupić frajerów”, bardzo powszechna nie tylko w internecie, ale coraz liczniejszych propozycjach pracy za darmo, najczęściej przy wydarzeniach kulturalnych w świecie rzeczywistym.

Co się za tym kryje:

Najczęściej tzw. start-up. Ktoś tworzy portal, inni redagują treści. Oczywiście za darmo, a twórca zarabia. Wygląda to tak: ty piszesz artykuły, poświęcasz swój czas, ktoś na tym zarabia, a ty nie masz z tego nic. No, może niektórzy podadzą gdzieś w mało widocznym miejscu nieaktywny odnośnik do twojej strony lub bloga, bo podanie aktywnego odnośnika to za wiele. Dla wielkich koncernów zarządzających najpopularniejszymi portalami największym zaszczytem dla ciebie powinien być fakt, że będziesz podany jako autor artykułu na wielkim portalu z dopiskiem „bloger”.

Jedyna rada – takie propozycje współpracy powinny lądować w koszu. Niestety, wiele portali opiera się na darmowej pracy stażystów lub praktykantów, często odpisujących z innych stron prowadzonych przez pasjonatów. A zarabiają koncerny. Papierek o odbyciu praktyki lub stażu dla doświadczonego rekrutera będzie tylko sygnałem, że ma do czynienia z „jeleniem” gotowym robić za najniższe wynagrodzenie lub za darmo.

PODSUMOWANIE:

To najczęściej pojawiające się propozycje współpracy dla autorów blogów i stron internetowych. Jeśli jesteś kimś popularnym, masz dużo fanów i możesz wygenerować dużo lajków, możesz liczyć na konkretne propozycje artykułu sponsorowanego, lokowania produktu lub podróży sponsorowanej w zamian za wychwalanie pod niebiosa zwiedzonych miejsc. Wtedy możesz żyć ze strony lub bloga, lecz bez pleców w postaci agencji marketingowej lub znajomych dziennikarzy raczej trudno na to liczyć.

Po co więc prowadzić stronę internetową lub bloga? Nie wiem. Jak pisałem, ja robiłem to, aby pokazać się na rynku pracy i nawiązać jakąś interesującą współpracę i dzięki temu zmienić swoją sytuację. W praktyce był to czas stracony.